wtorek, 31 lipca 2018

Lato



Trudno go nie zauważyć, bo upał aż trudno wytrzymać. Gdy dodamy do tego, parne, przedburzowe powietrze (a takie bywa właściwie codziennie), to nic tylko siedzieć pod chłodnym prysznicem. Właśnie pod prysznicem, bo kąpiele w otwartych akwenach są jednak trochę niebezpieczne, a i ze względu na czystość wód, mało raczej miłe. Życie jednak mimo kanikuły toczy się dalej. Jedni wypoczywają, a inni pracują.
Ludzie się radują, bawią, żenią, ale też chorują i… umierają. Za nami jazzowy festiwal – tegoroczny już bez Jacka Mazura, jego dyrektora artystycznego i tak właściwie to ojca tej imprezy. Wraz ze swoim specyficznym nastrojem, przebrzmiały już także Dni Czchowa, które oprócz licznych atrakcji, pozwoliły nam zapamiętać bardzo klimatyczne śpiewanie Magdy Skorupskiej. Młodej miejscowej dziewczyny, która dała się już poznać z gry na perkusji, a teraz wyśpiewuje swoje – jak to sama określiła: tworzone w piwnicy – bardzo ciekawe tekstowo i muzycznie, utwory. Trochę uspokoiła się już także atmosfera po opuszczeniu czchowskiej parafii przez księdza prałata Józefa Pamułę. Wieloletniego proboszcza, a w ostatnim czasie rezydenta tutejszej wspólnoty. Atmosfera wśród miejscowych zagęściła się, ponieważ według części parafian, ksiądz prałat powinien – za zasługi dla parafii – dożyć swoich dni tutaj, w Czchowie. Faktem jest, że to człowiek w podeszłym już wieku, wymagający opieki właściwie przez całą już dobę, a którą to ciężko było by mu zapewnić tutaj na miejscu. Z pewnością lepszą i bardziej profesjonalną opiekę będzie miał w domu księży emerytów. Zupełnie inną natomiast rzeczą jest sposób opuszczenia parafii przez księdza prałata. Można było na to ludzi przygotować i np. zorganizować jego uroczyste pożegnanie. Ale czy cokolwiek by to zmieniło? Funkcjonowanie Kościoła oparte jest na pokorze i bezwzględnym posłuszeństwie, o czym niektórzy jakby zapomnieli. Decyduje aktualny gospodarz parafii i basta. A teraz, trochę przez analogię, jeszcze o chorowaniu. Przeczytałem niedawno, że przeciętny Polak – w razie choroby – finansuje swoje leczenie w 80% z własnej kieszeni. I to oprócz składek, jakie wszystkim pracującym musi   potrącać pracodawca! Wchodzą w to prywatne wizyty u lekarzy specjalistów, leczenie zębów i dopłaty do leków. Trudno się dziwić, że korzystamy z prywatnych wizyt, gdy kolejki do specjalistów są kilkuletnie. Wiemy już też, że prawie wszyscy dentyści przyjmują prywatnie, a listy leków refundowanych i ich ceny są wzięte wręcz z kosmosu. To stało się już u nas normą. Zastanawiam się  więc czy przy takim stanie rzeczy, obowiązkowe składki zdrowotne nie są przypadkiem czystym złodziejstwem? Wróćmy jednak do lata, bo to jednak znacznie mniej stresujący i jakby zdrowszy temat. Czy wiecie, że jedzenie czekolady uruchamia w ludzkim mózgu identyczny mechanizm doznawania przyjemności jak seks? Tak, stwierdzono to już naukowo. Wydaje mi się jednak, że seks jest trochę (i znowu ta medycyna) bardziej zdrowy. Choćby dlatego, że w czasie seksu kalorie się traci, a podczas jedzenia czekolady, przeciwnie. Chyba jednak,  jak we wszystkim, tak i w tych obydwu przypadkach wskazany jest umiar – czego wszystkim, przynajmniej do końca tego lata, życzę. 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz