wtorek, 6 grudnia 2016

Dziwny jest ten świat



Wcale w tym momencie nie mam na myśli całego świata, bo o jego dziwadłach musiałbym pewnie pisać baaardzo długo. Wspomnieć chcę o dziwacznych sprawach w naszej okolicy, a konkretnie o jednej, acz trwającej już jakiś czas. Otóż ostatniej niedzieli, służby ratownicze i porządkowe czyli straż pożarna, pogotowie ratunkowe i policja, kolejny już raz interweniowały u pewnego, delikatnie mówiąc, nie wylewającego za kołnierz delikwenta, który zamieszkuje budynek mieszkalny w jednej z miejscowości naszej gminy - wcześniej z nieżyjącym już bratem, a obecnie sam. W budynku tym kilkanaście już razy wybuchały pożary.
Nawiasem mówiąc, któryś z tych pożarów był prawdopodobną przyczyną śmierci jednego z trunkowych braci. Dziwne to pożary, bo jakieś takie małe, wewnętrzne, nigdy nie   niszczące całego mieszkalnego budynku, choć sprawiające, że zaczął on (ten budynek) przypominać zwykłą ruderę. Ptaszki ćwierkają, że ogień – celowo bądź nie – rozniecają mieszkańcy zabudowania, a teraz oczywiście już jeden. W jakim celu, tego nikt nie wie, a powinni – moim zdaniem – przynajmniej usiłować dowiedzieć się lekarze psychiatrzy. Nic z tego. Strażacy gaszą to co płonie, policjanci spisują kolejne protokoły, a karetka pogotowia ratunkowego najczęściej zabiera gościa, który następnego dnia jest już z powrotem na starych śmieciach. Takie akcje oczywiście kosztują, chociaż w Polsce nikt jeszcze nie obciąża finansowo sprawców tego typu zdarzeń. A szkoda. Nie sposób nie zauważyć, że takie nawet małe pożary, są niebezpieczne dla ludzi, tym bardziej ludzi będących praktycznie stale na rauszu. Skoro ci ludzie sami dla siebie stwarzają niebezpieczeństwo, a przepisy mówią, że należy ich chronić – także przed sobą – to czemu się tego nie robi? Moim zdaniem policja lub służby socjalne powinny wystąpić do Sądu o gruntowne przebadanie takiego niezrównoważonego osobnika, odpowiedni ośrodek psychiatryczny (oczywiście z sądowego nakazu) stwierdzić czy jest on zdrowy czy nie i wtedy go leczyć albo obciążyć wszelkimi kosztami za akcje ratownicze. Proste? Niestety, jak widać nie w naszym kraju, chociaż podstawa prawna ku temu istnieje. Ciekaw jestem kiedy służby ratownicze pojadą w to miejsce następny raz, bo że tam pojadą to więcej niż pewne! A teraz z trochę „innej beczki”. Wprawdzie obiecałem sobie nie zawracać głowy polityką, a tym bardziej jej komentować, lecz to co wydarzyło się ostatnio na lotnisku w Londynie, przy udziale naszych polityków rzecz jasna, pozwala zacząć przypuszczać, że lekarze psychiatrzy powinni zająć także i tą grupą. Przypomnę tylko, że do samolotu mającego przywieźć naszą delegację rządową ( z Panią Premier na czele)do kraju, napchało się tylu pasażerów, że niektórzy musieliby lecieć na stojąco i dopiero stanowcza reakcja kapitana samolotu sprawiła, iż część z nich (mocno się dąsając) opuściła zatłoczony i przeciążony statek powietrzny. Chore! Ciągle jeszcze wałkuje się smoleński wypadek lotniczy, ekshumuje szczątki tych, którzy wtedy zginęli i zawzięcie dyskutuje o przyczynach tej katastrofy, a tu taki numer! Nie wspomnę już o zlekceważeniu jakże logicznego zakazu podróżowania jednym samolotem czołowych osobistości Państwa oraz braku jakiejkolwiek kontroli nad tym kto (w Londynie) wchodził na pokład. Czy my jako naród nigdy już nie nauczymy się wyciągać wniosków z przeszłych zdarzeń? Czy ciągle będziemy lekceważyć procedury bezpieczeństwa i bazować na powiedzeniu „jakoś to będzie”? Śmiem twierdzić, że tak. Sumując: dwa, wydawałoby się odległe tematycznie od siebie przypadki, a tak doskonale obrazujące nasze Polaków podejście do życia. Byle teraz, byle dziś. A gdy przypadkiem zdarzy się tragedia, zaczynamy szukać winnych – oczywiście nie wśród siebie.  I chyba już tak pozostanie, że: „…Polak przed szkodą i po szkodzie głupi”!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz