poniedziałek, 1 czerwca 2015

To był maj…



Ani ciepły, ani pachnący – właściwie to taki „niemajowy”. Obfitował jednak w ważkie wydarzenia. Zarówno dla Kraju jak i naszej lokalnej społeczności. Najważniejsze były oczywiście prezydenckie wybory, a dokładniej druga ich tura. Tyle już jednak wypowiedziano na ten temat słów, że po prostu pominę to wydarzenie, a skupię się na kilku innych, tych z końcówki maja.
Ważnym, ze względu na przyszłą naszą scenę polityczną, było powołanie nowego politycznego stowarzyszenia – „NowoczesnaPL”. W kontekście kłopotów Platformy Obywatelskiej po przegranej Prezydenta Komorowskiego, to nowe ugrupowanie może sporo namieszać  i zmienić układ sił w parlamencie. Jest to jednak kwestia, niedalekiej wprawdzie, ale przyszłości. Pożyjemy, zobaczymy. Znacznie weselszym od polityki było sobotnio niedzielne świętowanie Dnia Dziecka. Jak Kraj długi i szeroki odbywały się pikniki, zabawy , zawody i inne rozrywkowe imprezy. Przypomniało mi się w tym miejscu świętowanie Dnia Dziecka z czasów mojej podstawówki. Panie nauczycielki zbierały kilka klas i ruszaliśmy na pieszą wycieczkę aż na Trawniki. Tam na placu (istnieje do dziś i aż się prosi o  zagospodarowanie) odbywały prawdziwe harce, zabawy, swawole. Bez żadnej – dziś nie do pomyślenia – oprawy typu zjeżdżalnie, huśtawki czy karuzele, bez poczęstunku (każdemu dziecku w domu po prostu coś do jedzenia zapakowano), wreszcie bez tłumu opiekunów, rodziców, ochrony i specjalnych zabezpieczeń. Taki Dzień Dziecka był naprawdę niesamowitą przyjemnością i na długo zapadającym w młodziutka pamięć wydarzeniem. Dzisiaj, z udziałem  dzieci i młodzieży, udawane posiedzenie Sejmu ma być dla nich super ekstra świątecznym  wydarzeniem. Wydarzeniem, które jak widać po (chętnie pokazywanych w TV) minach, zupełnie nie sprawia im frajdy. Koniec maja to także „Noc bibliotek”. Tak, tak. Odbyła się takowa! Wzorowana na „Nocy muzeów”, miała chyba w założeniu przyciągnąć do książkowych wypożyczalni dodatkową liczbę czytelników. Nie wiem w jakiej ilości i jakie owoce owa noc przyniesie. Myślę jednak, że marne. Nasze społeczeństwo coraz mniej po prostu czyta i jeśli w dzień przeciętnemu Kowalskiemu ciężko wybrać się do biblioteki, to tym bardziej nie będzie mu się chciało pójść tam w nocy. Chyba, że… będą tam na niego czekały ekstra atrakcje. Jak wiemy, w bibliotekach w większości pracują panie. Czyżby one, nocną porą, miały być takim wabikiem? Eee, chyba nie. Chociaż… W Polsce wszystko podobno jest możliwe, więc nawet taki pomysł, wymyślony gdzieś u góry i oczywiście bez wiedzy pań bibliotekarek, komuś mógł wpaść do głowy. U nas, w nocy z soboty na niedzielę, biblioteka była nieczynna (zadzwoniłem na wszelki wypadek, więc wiem), a nasze panie od wypożyczania książek całe i zdrowe, rano w poniedziałek,  stawiły się do pracy. No i dobrze, wystarczy jak przez cały tydzień, rzecz jasna za dnia, pracować będą nad polepszaniem wskaźników czytelnictwa. Żeby nie przedłużać, a na powyższe tematy naprawdę można by znacznie szerzej dywagować, o naszym, lokalnym już wydarzeniu – 800-leciu Jurkowa. Ważna i dostojna była to uroczystość, o której zainteresowani mogą przeczytać w obszernych relacjach na stronach internetowych różnych naszych instytucji. Jednak – i to naprawdę nie tylko moje zdanie – za bardzo hermetyczna i w jakiś sposób zamknięta. Były wprawdzie ogólne na nią zaproszenia, lecz były także zaproszenia indywidualne, imienne. Ludziska już coś takiego w sobie mają, że jeśli jeden/jedna z drugim/drugą nie dostanie ozdobnego karteluszka ze swoim nazwiskiem, to zaraz myśli, że nie jest tam  mile widziany i nie idzie. Dotyczy to szczególnie osobników (obojga płci) spoza świętującej miejscowości. Sami Jurkowianie, z tego co wiem, dumni ze swej tak długiej i dostojnej historii, nie zawiedli i w obchodach tłumnie uczestniczyli. Może warto nad powyższym pomyśleć, wszak wkrótce uroczystości 800-lecia Tworkowej, a po nich Tymowej.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz